Reklamy na tej stronie umieszczane są przez właścicieli domeny
   
  Era Integracji
  METAL
 

Zanim znajdujący się w posiadaniu Marcela Vogela z IBM złocisto-srebrzysty trójkąt zniknął, Vogel zdążył go umieścić pod kosztującym około 250 000 dolarów elektronicznym mikroskopem skaningowym i zarejestrować przebieg jego badania za pomocą sprzężonej z nim kamery video. Niewielka próbka zawierała w sobie bardzo czyste srebro, a także „bardzo, bardzo czyste” aluminium, potas, wapń, chrom, miedź, argon, brom, chlor, żelazo, siarkę oraz krzem. Jeden z oglądanych pod mikroskopem obszarów ujawnił „olbrzymi melanż niemal wszystkich pierwiastków układu okresowego”. Każdy z nich był przy tym wyjątkowo czysty.
 - Było to niezwykłe połączenie – powiedział później – ale nie powiedziałbym, żeby coś wskazywało na pozaziemskie pochodzenie próbki.

Bardziej niż ilość czy czystość występujących w próbce pierwiastków Vogela intrygowała ich odrębność. Każdy pierwiastek łączył się z pozostałymi, a jednocześnie w jakiś sposób zachowywał swoje typowe cechy.
  -Te ułożone obok siebie metale robią niesamowite wrażenie – rzucił znad mikroskopu w stronę rejestrującej analizę próbki kamery. – Przylegające do siebie warstwy są bardzo czyste i w ogóle nie przenikają się wzajemnie. Występuje tu kombinacja metali z niemetalami o bardzo zwartym połączeniu. Nie wiem, czy ktokolwiek choćby w myślach przymierzał się do zrobienia czegoś takiego.
W pewnym momencie w pobliżu środka próbki, przy pięćsetkrotnym powiększeniu, odkrył dwie równoległe bruzdy połączone między sobą licznymi wyżłobieniami tworzącymi precyzyjny wzór wykonany w metalu przy użyciu jakiejś mikroskopowej techniki. Chyba jeszcze bardziej zaskakujący okazał się fakt, że pierwiastkiem dominującym w tym niewielkim obszarze był metal ziem rzadkich tul.
 - Tego się zupełnie nie spodziewałem – powiedział Vogel.  – Tul został wyodrębniony            dopiero podczas II Wojny Światowej jako produkt uboczny prac nad energią jądrową i to w ilościach minimalnych. Jest pierwiastkiem nader rzadko spotykanym, a jego wartość wielokrotnie przewyższa wartość platyny. Ktoś musiał dysponować rozległą wiedzą metalurgiczną, aby wpaść na pomysł podobnego połączenia.
Powiększenie wzrosło do 1 600 razy i Vogel ujrzał rzeczy, jakich nigdy dotąd nie widział w całej swojej karierze naukowej.
 - Próbka odsłoniła przede mną cały nowy świat. Pojawiły się struktury w obrębie struktur… - bardzo, bardzo niezwykłe. Przy mniejszym powiększeniu widać zaledwie metaliczną powierzchnię. Teraz pojawiły się struktury złożone z przenikających się płaszczyzn różnych typów. To jest bardzo podniecające.
Vogel coraz bardziej wnikał w głąb metalu.
 - Mamy teraz powiększenie 2 500 razy. Widzę struktury podwójnie załamujące światło. Bardzo ciekawe! To niezwykłe, aby metal przejawiał podobne właściwości. Kiedy wykonuje się przekrój i po oszlifowaniu ogląda się jego powierzchnię, wówczas wygląda ona jak metal, ma lustrzany połysk metalu, ale teraz w spolaryzowanym świetle, okazuje się, że… tak, to metal, ale jednocześnie… kryształ!
Vogel całymi godzinami wędrował po wnętrzu niewielkiej próbki, zafascynowany tym co widzi. Nazajutrz rano zadzwonił do dra Richarda Hainesa pracującego w podlegającym NASA Ames Research Center mieszczącym się w tym samym budynku.
 - Czy zechciał by pan zejść na dół? – zapytał. – Chciałbym coś panu pokazać.
 - Powiedział przez telefon tyle, że wystarczyło to, aby wzbudzić we mnie ciekawość – powiedział później Haines. – I zszedłem na dół.
Biuro Vogela znajdowało się tuż obok schodów na pierwszy piętrze, w jednym z budynków IBM Research Center. Kiedy Haines wszedł do środka, Vogel powiedział:
 - Chcę panu coś pokazać.
Następnie sięgnął do kieszeni, w której zostawił ubiegłej nocy starannie zapakowany w plastikowy woreczek próbkę.
 - Sięgnął do kieszeni – powiedział Haines – i nic w niej nie znalazł…  Popatrzył na mnie z wyrazem twarzy, którego nigdy nie zapomnę. Był niewiarygodnie zdumiony. Albo jest bardzo dobrym aktorem, albo mówił prawdę. Moim zdaniem mówił prawdę.
Vogel stwierdził, że ta próbka musiała zniknąć gdzieś w drodze pomiędzy laboratorium a jego biurem.
 - Powiedział, że pewnie musiał włożyć ją gdzieś indziej. Przeszukaliśmy gorączkowo całe pomieszczenie. Potem poszliśmy do laboratorium lecz tam także jej nie znaleźliśmy. Vogel przepraszał mnie mocno za to, że na darmo ściągał mnie na dół, żeby pokazać mi próbkę metalu, której nie mógł znaleźć. Pokazał mi kilka zdjęć kolorowych przedstawiających próbkę i powiedział, że znalazł w niej coś niezwykłego. Dlatego właśnie zszedłem do jego biura. Nieczęsto zdarza się, aby ktoś cieszący się tak wielkim autorytetem opowiadał podobne historie.
Vogel nigdy nie odzyskał zaginionego kawałka metalu, nigdy też nie zdołał wyjaśnić jego zniknięcia. Miał nadzieję, że Stevens dostarczy mu następną próbkę, ale niestety okazało się, że istniała tylko ta jedna.
 - Musiałem zbadać jeszcze jakiś inny kawałek, aby upewnić się, że to coś naprawdę wyjątkowego – powiedział Vogel. – Ogarnął mnie entuzjazm. Podszedłem do tych badań bardzo emocjonalnie, gdyż było to niezwykłe wyzwanie, coś w co wielu uczonych zaangażowało by się bez wahania. Zdumiewała mnie czystość poszczególnych fragmentów tej niewielkiej próbki. Odrębność pierwiastków. To właśnie mnie intrygowało i wymagało sprawdzenia w następnych próbkach. Mając je mógłbym je poddać dodatkowo badaniom metalurgicznym, na przykład zbadać na zginanie lub określić temperaturę topnienia. Potrzebowałem także opinii na jej temat od niezależnej osoby z MIT, tak aby można było porównać nasze wyniki przed ich oficjalnym ogłoszeniem. To była niepowtarzalna okazja. Zwróciłem się nawet do NASA o wsparcie ich uczonych, ponieważ miałem w ręku materiał, którego być może szukali. Nawiązałem też liczne kontakty w samym IBM, gdzie znalazłem wielu chętnych do przeprowadzenia wspólnych badań. W każdej chwili mogłem zmontować ośmio lub dziewięcioosobowy zespół. Ale niestety musiałem wszystko odwołać.
Zniknięcie niezwykłego metalu rozczarowało Vogela. Rozczarowali go również Stevens i Eldersowie, którzy chcąc uwiarygodnić przypadek Meiera opublikowali w albumie „UFO… Contact from the Pleiades” wstępne wyniki jego niedokończonych badań, bez dania mu możliwości ich autoryzacji.
 - Był to przypadkowy zestaw moich uwag – powiedział później. – Nie była to nawet próba syntetycznego ujęcia moich wniosków. Tekst był słaby od strony technicznej, nic więc dziwnego, że poczułem się dotknięty. Szkoda bo zamierzałem użyć wszelkich dostępnych mi technologii, aby znaleźć prawdziwą odpowiedź.
W tym momencie Vogel stracił cały swój zapał do tej sprawy.
 - Nie z powodu tego metalu – powiedział, ale ze względu na sposób, w jaki postąpili ci ludzie. Byłem pełen entuzjazmu – dodał. – Byłem szczerze zainteresowany, włożyłem w te badania sporo wysiłku. Lecz są one niekompletne. I to jest chyba najlepsze określenie na ich podsumowanie.
Wkrótce po zniknięciu próbki metalu, a przed wydaniem albumu, do San Jose przyleciała ekipa telewizyjna z Nippon Television, aby nagrać wywiad z Vogelem do dokumentalnego filmu o przypadku Meiera. Vogel otwarcie opowiedział reporterowi Jun-Ichi Yaoi o rezultatach swoich wstępnych badań.
 - Nie potrafię wyjaśnić z jakim typu materiałem miałem do czynienia – powiedział. – Jako naukowiec nie potrafię tego porównać do żadnej znanej mi kombinacji materiałów. Czegoś takiego nie da się wykonać przy użyciu żadnej z pośród znanych na Ziemi technologii! Pokazałem tą próbkę swojemu przyjacielowi metalurgowi, który obejrzawszy ją potrząsnął na koniec głową i rzekł: „Nie mam pojęcia jak można by to połączyć w całość”. W chwili obecnej znajdujemy się właśnie w tym punkcie. Myślę że my, przedstawiciele świata nauki, powinniśmy rzetelnie zbadać tą sprawę, zamiast przypisywać wszystko ludzkiej wyobraźni.
 

 

 
  Łącznie stronę odwiedziło już 121543 odwiedzających  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=