Reklamy na tej stronie umieszczane są przez właścicieli domeny
   
  Era Integracji
  BÄR PHOTO
 

Ponieważ nigdzie nie udało im się odkryć studia fotograficznego lub ciemni, gdzie Eduard Meier mógłby obrabiać materiały i ewentualnie dokonywać fałszerstw, Elders i Welch postanowili sprawdzić do kogo trafiały jego filmy
[1]. Liczyli że człowiek ten może dostarczyć im jakichś wskazówek lub nawet gotowych odpowiedzi, dzięki czemu dalsze badanie zdjęć będzie zbędne. Bez trudu ustalili, że Meier wszystkie swoje filmy oddawał do niewielkiego zakładu fotograficznego prowadzącego również sprzedaż sprzętu i materiałów fotograficznych o nazwie Bär Photo w miejscowości Wetzinkon położonej w odległości trzydziestu minut jazdy samochodem od farmy. Właścicielami Bär Photo było małżeństwo trzydziestoparolatków, Beatrice i Willy’ego Bärów. W trakcie rozmowy sprawiali wrażenie inteligentnych i obeznanych ze światem, o wiele bardziej kosmopolitycznych niż większość ludzi, jakich można było spotkać na farmie. Obydwoje dobrze mówili po angielsku.

Kiedy Meier po raz pierwszy przyniósł do wywołania rolki czarno – białego filmu, Bär znaczną część obróbki przeprowadził osobiście.

- Nigdy nie dostrzegłem niczego podejrzanego w wywoływanych przez siebie czarno-białych filmach – oświadczył. – Nigdy też nie proszono mnie o dokonanie jakichkolwiek manipulacji. Wielu ludzi podejrzewało, że to moja robota, ale to nieprawda. Kiedy ktoś przynosi zdjęcia takie jak te, pierwszą reakcją jest myśl: „To jedno wielkie oszustwo”. W końcu ten człowiek wzbudził moją ciekawość.

Meier nawet kilka razy zapraszał Bära, aby mu towarzyszył podczas kontaktu, zapewniając go, że jeśli będzie chciał, będzie mógł sam osobiście sfotografować statki. Bär jednak odmówił. W owym czasie nie bardzo wierzył w historię Meiera, a poza tym nie miał czasu włóczyć się późną porą po polach. Co prawda sprawa to ciekawiła go, ale nie do tego stopnia.
               
Wywołując pierwszy dostarczony przez Meiera film, Bär obejrzał dosłownie każdą klatkę przez szkło powiększające. Był przy tym pewien, że dostrzeże ślady podwójnej ekspozycji, gdyż partie naświetlane dwukrotnie zawsze rysują się „mocniej”.  Tymczsem nie znalazł niczego, co potwierdzało by, że Meier próbował jakichś sztuczek z negatywami.

- Moja opinia – powiedział Bär – zawsze była taka sama: „Nie wiem nic o NOLach, ale te zdjęcia są prawdziwe.” Możecie wezwać mnie do sądu. Powtórzę tam dokładnie to samo.

Podczas rozmowy Bär wspomniał, że od dawna sprzedawał Meierowi sprzęt, który mógł on obsługiwać jedną ręką. To był podstawowy warunek sprzedaży. Meier przychodził do zakładu i godzinami eksperymentował z każdym modelem, dopóki nie znalazł sprzętu najprostszego w obsłudze. Pewnego razu Bär sprzedał mu starą 8-mm kamerę marki Alcom, która stała na wystawie od paru lat. Nikt nie chciał jej kupić, ale prawdę mówiąc była to najłatwiejsza w obsłudze dla jednorękiego człowieka kamera filmowa.

- Gdyby korzystał z czyjejś pomocy – uzasadniał Bär – nie musiałby wypróbowywać wszystkich modeli, aby sprawdzić który z nich będzie dla niego najporęczniejszy.

Beatrice Bär również znała Meiera i często z nim rozmawiała. Chociaż nie mówiła o tym Meierowi, także badał jego zdjęcia.

- Nie wierzę w to co robi – powiedziała – ale zawsze ciekawiło mnie w jaki sposób wykonał te zdjęcia, ponieważ wyglądały na jak najbardziej prawdziwe. W przypadku podwójnej ekspozycji czy reprodukcji zawsze widoczny jest zarys, jednak na jego zdjęciach nic takiego nie występuje.

Często rozmawiała z mężem na temat Meiera, lecz nigdy nie udało im się dociec, w jaki sposób ten człowiek zdołał spreparować tak autentycznie wyglądające zdjęcia. Beatrice była przekonana, że Meier wszystko sfałszował, ale nie miała pojęcia jak tego dokonał. Nie rozumiała też, jakim cudem spośród mnóstwa ludzi odwiedzających Meiera na farmie, a nawet tam mieszkających, nikt nie wiedział o oszustwie ani nie uczestniczył w nim osobiście. Zastanawiała się, w jaki sposób Meier zmusił wszystkich do milczenia, a zwłaszcza dzieci.

- Dzieci zawsze wszystko wygadają – dodała.

Zarówno Bily, jak i Beatrice Bär niemal wszystkiego, co wiedzieli o fotografii i obróbce materiałów fotograficznych, nauczyli się od pewnego młodego człowieka, Fritza Kindlimana, który zatrudnił się w tym zakładzie przed kilku laty, kiedy jego właścicielem był wówczas kto inny. To on namówił ich na jego zakup w roku 1970. Kindliman skończył niedawno trzydzieści lat, zaś w zakładzie pracował od dziesięciu. Znał Meiera lepiej niż ktokolwiek inny, oglądał i zbadał setki jego zdjęć, a także przeprowadził z nim wiele rozmów, od czasu gdy w 1973 roku zaczął przynosić do Bär Photo swoje negatywy.

Kindliman interesował się fotografią od dziecka. Gdy skończył szesnaście lat i zgodnie z wymogami szwajcarskiego systemu edukacji musiał wybrać przyszły zawód, zdecydował się na techniki video i telewizję. Kupował każdy nowy typ sprzętu, jaki pojawiał się na rynku i poznawał zasady jego działania.  W chwili obecnej potrafił rozebrać na części i złożyć z powrotem niemal każdą kamerę filmową, video lub aparat fotograficzny.

Spokojny, nieco rozczochrany, poza miejscem pracy sprawiający wrażenie spokojnego, Kindliman spotkał się któregoś ranka z Eldersem i Welchem w małej cukierni położonej tuż obok Bär Photo. Początkowo rozmowa dotyczyła tematów ogólnych, głównie jego zainteresowania jego sprzętem fotograficznym i pracy u Bärów. Następnie korzystając z pośrednictwa tłumacza, Elders zapytał:

- Czy pan Meier pytał pana kiedykolwiek o techniki pracy w ciemni bądź wywoływania filmów?

Kindliman zaprzeczył kręcąc głową.

- Nigdy? – zapytał Elders, aby się upewnić.

Kindliman odparł, że Meier nigdy nie zadawał pytań na podobne tematy

- Oczywiście, muszę przyznać – dodał – że na początku odnosiłem się do niego bardzo krytycznie, gdy przychodził z tymi zdjęciami. Ale to go nie zrażało i przynosił je dalej. Dzisiaj jestem przekonany, że te zdjęcia są prawdziwe.

Kindliman uważał również, że Meier nie dysponował własnym ukrytym laboratorium fotografii barwnej. Obróbka materiałów fotograficznych oraz sprzęt były zdecydowanie zbyt kosztowne i skomplikowane, aby mógł on sobie na to pozwolić. Nawet Bär Photo nie posiadało kompletnego sprzętu. Każdą dostarczaną przez Meiera rolkę filmu – często cztery lub pięć w ciągu tygodnia – Bär wysyłał w jedno z trzech miejsc: slajdy do laboratorium Kodaka w Lozannie, filmy Ektachrome do studia 13 w Zurychu, resztę zaś do laboratorium Pro-Cine Wädenswil.

Praca Kindlimana polegała m. in. na sprawdzaniu jakości oraz kompletności przychodzących z laboratoriów odbitek i slajdów. Dzięki temu mógł oglądać i badać zdjęcia Meiera, zanim trafiły one do jego rąk. Nigdy nie znalazł wśród nich niczego, co mógłby określić terminem „manipulacja”.

Welch zapytał go dlaczego tak uważa.

Na stole przed nimi leżało wykonane przez Meiera zdjęcie, dwa lecące blisko siebie statki, jeden poniżej grzbietu wzgórz, drugi zaś tuż nad nim. Kindliman wziął je do ręki i powiedział:

- Gdybyście chcieli nałożyć te dwa statki na krajobraz, musielibyście przeprowadzić wiele prób, aby otrzymać obraz tego wyżej bez jakichkolwiek cieni. Wiecie, na filmie jest wiele klatek. Gdyby to ujęcie było manipulowane, należało by przypuszczać, że na jednej rolce znajdzie się kilka wariantów tej samej sceny różniącej się między sobą jakością w wyniku przeprowadzania prób. Tak więc, gdyby pan Meier przyszedł do mnie i zamówił jedną odbitkę, a na filmie na lewo i na prawo od wskazanej klatki widać było by tę samą scenę, tyle że oświetloną przy użyciu różnych technik, wówczas natychmiast zorientowałbym się, że te zdjęcia były aranżowane. Ale nic takiego nigdy nie miało miejsca. Wykluczam taką ewentualność. Zawsze przynosił całe filmy a nie odcięte kawałki.

Welch zapytał go z kolei, czy Meier mógł dokonać manipulacji w taki sposób, że mógł tego nie wykryć.

- Nie wyobrażam sobie czegoś takiego – obruszył się Kindliman. – Absolutnie nie!

Kindliman dodał również, że nieustannie powtarzał Meierowi, aby bardziej dbał o negatywy, gdyż często były porysowane i brudne, kiedy je przynosił.

Elders i Welch przypuszczali, że odwiedziwszy Bär Photo usłyszą, że Meier niejednokrotnie pytał tam o techniki obróbki materiałów fotograficznych. W rzeczywistości pracujący tam człowiek, który miał z nimi najwięcej do czynienia, zapewnił ich, Meier nigdy nie zadawał takich pytań. Co więcej, Kindliman dodał, że Meier robił przeważnie slajdy i gdyby chciał sfałszować zdjęcia takich rozmiarów, musiałby posługować się specjalistycznym sprzętem, którego oczywiście nie posiadał.

- Gdyby kiedykolwiek zapytał mnie o mikrotechniki, o to jak oświetlać makrofotografie, to wówczas nabrał bym podejrzeń – stwierdził Kindliman. – Usłyszawszy takie pytania, z całą pewnością jeszcze dokładniej badałbym jego zdjęcia. Ale jak dotąd nie dał mi powodu abym mu nie wierzył.

Chyba jeszcze jedną rzeczą jaka zrobiła na Kindlimanie wrażenie, był nakręcony na 8-mm taśmie film przedstawiający statek unoszący się tuż przed wysoką sosną i wprawiający w ruch jej gałęzie, statek zatrzymujący się nad Hasenbol, a także pojazd rozpoczynający dematerializację nad zboczem wzgórza i pojawiający się niemal w tej samej chwili niżej.

Filmy tradycyjne, oraz kręcone kamerami video były specjalnością Kindlimana. Zwracając się do Eldersa i Welcha powiedział:

- Kiedy ujrzałem te sceny wydały mi się prawdziwe.



[1] Pracując nad sprawą Meiera dotarłem do osób, z którymi Stevens i Eldersowie nie przeprowadzili rozmów w trakcie swego dochodzenia, a których wypowiedzi uznałem za niezbędne do pełnego zrelacjonowania tej historii. Chcąc uniknąć zamieszania związanego z wprowadzeniem mojej osoby jako uczestnika zdarzeń, a także zachować przejrzystość opowieści i ciągłości akcji, w dwóch przypadkach fragmenty moich własnych wywiadów przypisałem postaciom występującym w tej opowieści, które prowadziły pierwotne dochodzenie. Rozmowy z Billym i Beatrice Bärami oraz Fritzem Kindlimanem z Bär Photo, w których w książce uczestniczą Lee Elders i Tom Welch w rzeczywistości przeprowadziłem sam osobiście z pomocą tłumacza późną wiosną 1985 roku.
          
Po ukończeniu tej książki wysłałem pocztą do każdego występującego w tej historii uczonego, inżyniera bądź eksperta od efektów specjalnych kopie stron dotyczących jego osoby i poprosiłem o dokonanie korekty, o ile będzie to konieczne. Odpowiedzieli wszyscy – jedni za pośrednictwem poczty, inni telefonicznie. Niektórzy nanieśli drobne poprawki, inni nie zmienili niczego. Tak więc zawarte w tej książce opisy analiz naukowych materiału dowodowego przytoczone są w wersji autoryzowanej przez prowadzących je naukowców. /Gary Kinder/

 
  Łącznie stronę odwiedziło już 127325 odwiedzających  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=